Opublikowano Dodaj komentarz

Wino pite od spodu

spacerBlogowanie to trudne i dziwne zajęcie i przypomina niekiedy próbę picia wina od spodu kieliszka. W zasadzie motywacje blogera (nie tylko winnego) są dwie:

  1. Jam narcyz i w samotności wieży mojej z kości słoniowej pragnę balsamu na rany me od czytaczy, co z kompleksów leczyć mnie będą…
  2. Jam handlowiec i wszystko, co w blogu umieszczam, służy promocji, a więc blog uważam za narzędzie istnienia na rynku.

Oczywiście rzeczywistość jest bardziej skomplikowana i to, co w sieci blogerskiej możemy napotkać, jest zwykle kombinacją obu powyższych typów, bowiem typy czyste w przyrodzie są Koala_wpisyjedynie statystyką istną pomagającą przy opisie, lecz każdy z nas powinien być świadomym swych prawdziwych motywacji po to, by je łatwiej i skuteczniej dyskontować docierając do publiczności (zarówno narcyz, jak handlowiec powinni umieć wykorzystywać własne przypadłości we własnym interesie). Podkreślam, że uwagi moje w żadnym razie nie są wartościowaniem, każdy z nas ma prawo posiadać motywacje zgodnie z założonymi celami, w wolnym świecie jeszcze żyjemy i wykorzystujemy takie instrumenty, jakie tenże nam oferuje.  Szczere zastanowienie się każdego z nas nad własnymi motywacjami pozwala unikać górnolotnych dyrdymałów i optymalizować dokonania. A więc, czy to narcyz, czy to handlowiec, publikując dzieła w sieci powinniśmy uświadomić sobie ciężar odpowiedzialności i to, jakie narzędzia sieć dała nam do dyspozycji (niestety mam czasem wrażenie, że o tym nie wiemy i wybieramy się do lasu z brzytwą na poziomki). Stając się pisarzami i wydawcami musimy nauczyć się to wykorzystywać, nie zdając się na łaskę i niełaskę pozycjonerów i znać przynajmniej podstawowe zasady takiego tworzenia wpisów, aby nie ginęły one w przepaścistym brzuchu katalogu Pana Gugla.  Jeżeli robimy to po łebkach, bez zastanowienia, stajemy się bardziej recenzentami wina degustującymi kieliszek od spodu, aniżeli rozsądnymi i świadomymi celów pisarzami  (a bloger jest pisarzem, w dodatku skazanym na faktycznych czytelników, jeżeli potrafi się odpowiednio wypozycjonować).

Opublikowano Dodaj komentarz

Napity bloger, czyli po co mi blogowanie

Miotany rozterkami wpisałem sobie w Guglu „dlaczego piszemy blogi” i pokazała mi się zupełnie pokaźna lista, co świadczy, że najłatwiej jest filozofować o samym filozofowaniu, chociaż nie zawsze takie filozofowanie ma sens. Zacząłem więc czytać Piotra Peszko, Socjoszpiega, Mówcę Umarłych, oraz takie tam inne, a są tego setki, nic mi to jednak nie pomogło, bałagan pozostał. Mój ekshibicjonizm, kiedy godzę się publicznie wystawiać tyłek, przypomina udział w „Mam Talent”, jurorów jednak nie jest trzech, a cały świat i przesłuchanie trwa, dopóki na pisanie sił wystarczy. Zresztą, tym samym jest pisanie książek, artykułów w prasie, pamiętników z intencją publikacji, zmienia się tylko medium i wraz z umiejętnością poprawnego pozycjonowania zasięg.