Opublikowano Dodaj komentarz

Bunt mas i picie wina, czyli szczypta optymizmu

Ortega y Gasset wieszcząc upadek cywilizacji z powodu buntu mas nie wziął pod uwagę czynnika, który hamuje bieg tychże mas do wszechpotężnej władzy. Z rynku nie zginęła wartość (może także nie zniknął wyzysk, który schronił się w innych formach pod podszewką demokracji), a tak długo, jak Koala_wpisywartość istnieć będzie, masy nie staną się elitą (stając się elitą przestałyby być masami, rozpuszczając się w sobie i dla siebie).  Analizując wino i szczególny przypadek jego degustacji, czyli wino z tak zwanego dyskontu, dochodzę do wielce optymistycznego wniosku:  aby stać się członkiem elity, najpierw trzeba bogatym być, a potem – dzięki zasobności – zdolności swe elitarne rozwijać. Może się tylko wydawać, że popijając tanie wina i z nich wnioskując o generaliach, staniemy się prawdziwymi znawcami, wino bowiem i to zupełnie obiektywnie, nic z taniością wspólnego nie ma, a będąc fenomenem absolutnie elitarnym dostępne się staje tylko dla tych, których na to stać. Znakomitości oceniające wina z Burgundii muszą uzyskać do nich dostęp, a ceny tutaj powodują zawrót głowy i z pewnością zamkną do piwniczek drogę jakimkolwiek aspirującym masom. Jeżeli ktoś odczuwa tutaj sarkazm, sorry, nie jest on wcale zamierzony, tak jest, tak być powinno i tak będzie.  Francuski enolog Félicien Breton doradza miłośnikowi wina zakupy ulubionych butelek w liczbie jednorazowej trzydzieści sztuk, co już wykracza poza możliwości zwykłego pijacza wina w moim (i chyba nie tylko) kraju (szczególnie, jeśli wina ulubione kosztują po sto euro butelka), wyjazd ode mnie na degustację, nawet na kilka minut, to pełny bak paliwa, i tak dalej.  Dlatego też bunt mas z wszystkimi atrybutami (a więc również z aspiracją do nowego stylu życia), jako impreza niezwykle kosztowna wraca za własnym ogonem do podziału na biednych i bogatych (już nie będącego konsekwencją istnienia klas), a jedyna zmiana to fakt, że demokracja pozwala każdemu stać się bogatym, jeśli wiedza i siły dopiszą (no właśnie). Zawsze, więc, będzie tak, że świat win z dyskontu i świat degustacji i sommelierów, to dwa różne światy, które z obiektywnej natury rzeczy nie mogą ze sobą konkurować, no chyba, że w życiowym anturażu zamienią się miejscami.