Opublikowano

Ciekawy myk włoskich win regionalnych

Od Mariusza T. i jemu podobnych czaszka pęka i dymi, dziennikarze nasi wszyscy nagle wyobrazili sobie, że są prorokami Izraela i jako tacy posiadają wszystkie prerogatywy wzorców i wyroczni, szmatławce natomiast zachłystują się z radości, kiedy braciom Rosjanom w Soczi noga się podwinie, więc w takiej atmosferze przyszło koali zmierzyć się z oceną czegoś, co prawdopodobnie wszelakiej ocenie się wymyka, chodzi mianowicie o zrozumienie zjawiska „Indicazione Geografica Protetta” wobec win, które w zaskakujący sposób tworzone są według jednej sztancy. Spryt handlowców i wytwórców z Półwyspu Apenińskiego nie zna granic, tradycje sięgają epoki kamiennej, dlatego nie będę nawet próbował zrozumieć tego, czego pojąć nie można. Nagle stanęły przede mną dwa nieomal identyczne wina, z których jedno można uznać za niezłe (chociaż nie oszałamia), a drugie miałem chęć do zlewu wylać. Taka moda, ściągać z Południa wino, rozlewać i markować na Północy i dodawać „IGT” (no bo coś dodać przecie trzeba). Ale i tak jest to lepsze od telewizyjnego chóru o Mariuszu, dla Mariusza, z Mariuszem…