Opublikowano Dodaj komentarz

Polerowanie winnej świecy

Właśnie – raczej bezsensownie – łopatę wziąwszy, po postanowieniu, że przesadzę, krzak winny z jednego miejsca w drugi, ot tak sobie, bo coś mi do łba wpadło, że tu lepiej, niż tam i wcalem korzenia o słuszność nie pytał, wziąłem i przesadziłem, bo w przesadzie nieustannej rację bytu odnalazłszy, a ta o korzenie nie dbając jak kwoka w ziemi się mości pod korzeniem zupełnie nowym, który teraz, biedaczek, szuka – z pewnością – swojego Syriusza B, w doganianiu i w wartościach, co to są, lub ich nie ma, bo korzeniem zakryte i w dół, jakby tam zawsze były i pod trawą pieściły, jeden w tę, drugi w tę, pół na pół, co zaś uczyniwszy wysiłki moje uznałem za na tyle pozbawione sensu, na ile słowo nizane na sznurowadle po słowie wcale nie utworzy nowego różańca, a czy winorośl z przesadzonego krzaka wyrośnie, odpowiedzi nie będzie, pojawi się, lub nie pojawi nowy pęd, listek jakiś skrzywi się się na mój widok, czy nie skrzywi, warto wino pić, czy nie warto, warto żyć i jak żyć, Panie Premierze, jak żyć. Teraz za oknem drozd puka się dziobem w czoło i coraz bardziej chmury i coraz ciemniej, choć sad cały w białych kwiatach, nieba nic przesłonić nie może, więc, jak żyć, Panie Premierze i po co. Dogonowie co noc patrzą w kierunku Syriusza B.

Opublikowano Dodaj komentarz

Ekstrakt z winnego żuka

Otóż Dogonowie powiadają, że winorośl przybyła z Syriusza B razem z przybyszami, którzy kombinując genetycznie i erotycznie dali początek człowiekowi. Zasadzili oni, też, winorośl gdzieś w okolicach Kaukazu i kazali strzec ludziom, gdyż tylko z niej można wytwarzać napój bogów. Dlatego też wszyscy ci, którzy współcześnie majstrują po swojemu przy produkcji wina, przeciwstawiają się naturze wartości u podstaw ludzkiego rodzaju, stawiając się na piedestale zarezerwowanym dla przybywających z Syriusza B. Oni zaś dali nam kilka (chyba 10) przykazań, wśród których każdy właściciel i wytwórca zapamiętać powinien przede wszystkim: “nie kradnij”, a co za tym idzie, “nie fałszuj”, “nie uważaj się za równego pierwotnym twórcom boskiego napoju”. Każdy zaś piewca marketingu, który zapomina, że marketing jako instrument służy (tylko i wyłącznie) sprzedaży wyrobu tak, aby była skuteczna, a także zyskowna i który wymyśla podprogowe wygibasy zmieniające naszą mentalność i obyczajowość, powinien pamiętać, że kiedyś za karę przybysze z Syriusza B ześlą go na planetę, gdzie wszystko będzie marketingowo znakomite, lecz o smaku koszernej podeszwy (jak zwykł mawiać Marek Hłasko), a pić tam będzie jedynie cienką zupkę z proszkowego ekstraktu z fabryk europejskiej Wspólnoty, w której jedynie kilku sprawiedliwych pozostanie po to, aby pilnować, czy roboty są szczęśliwe i czy linie technologiczne nasmarowane. Żuki zaś, jak to żuki, pozostaną na swoich miejscach.