Opublikowano Dodaj komentarz

Czy tylko zgniły interes?

Czuję, jak pogrążam się w bagnie subiektywizmu i zaczynam zdawać sobie sprawę, że pewne wnioski całkowicie uniemożliwiają obiektywne zrozumienie rzeczywistości, a ponieważ Koala_wpisydaleki jestem od szaleństwa, zaczynam, krok za krokiem, cofanie, cofając się, jednak, czuję za sobą ścianę, co prowadzi mnie do załamania i agnostycyzmu, relatywizmu, a także, o zgrozo, modernizmu. Cokolwiek to wszystko znaczy, należy takie poglądy pod pręgierzem potępić, bowiem sączone w niedoświadczone mózgi niektórych czytaczy są gorsze od złego wina z dyskontu, powodują gnicie powolne mózgu i skazują na piekło wątpliwości.

Otóż przyjąłem, że za smakiem stoi intencja smakującego, a więc tylko pijącego wino określone wrażenia mogą dotyczyć. Na czym, więc, polegają standardowe wzorce różnych typów win, czyżby nie byłoby ich w realu, a tylko w mózgu kipera? Szczerze pisząc, nie potrafię znaleźć złotego kompromisu pomiędzy obiektywnym i zewnętrznym światem, a tym, co moje ja nieustannie przetwarza, także w trakcie spożywania trunków szlachetnych, chociaż wiem, że taki kompromis jest konieczny i uratuje mnie od intelektualnego obłędu, a także zbawi czytaczy od konieczności czytania dzieł filozoficznych (no, chyba, że są, jak ja, perwersyjni i trochę masochistyczni).

Opisywane, więc, zgodnie z takimi kryteriami, wino jest intencjonalnie towarem, sprzedawanym przez handlowca (lub producenta), a smak jego przekazywany bywa zgodnie z wzorcami kulturowymi, a więc podlegającymi takim samym wahaniom, jak moda, czy upodobanie. Czy tak jest faktycznie? Dokąd mogą mnie doprowadzić ścieżki, na których łatwo można się pośliznąć i stracić nie tylko reputację, lecz i zdrowy rozsądek? Pisanie o smaku wina staje się, w ten sposób, szczególnym przypadkiem twórczości kulturowej, gdzie samo wino jest, raczej, pretekstem, aniżeli przedmiotem. Tylko, po co, w tym wszystkim, ja to wino piję?

Opublikowano Dodaj komentarz

Intencja i zgniły interes

Wcale na pytanie „po co pijemy wino” w poprzednim tekście nie odpowiedziałem, może nie odpowiem i teraz. Do odpowiedzi, która wcale nie jest taka jednoznaczna, czy prosta, będę podchodził stopniowo, jeszcze się nigdzie nie spieszę, jesień taka, jaka jest, napełnia mnie dziwnym optymizmem, mimo tego, iż w sieci straszą mnie przepowiedniami padre Klimuszki. W ogóle jakaś taka mania zapanowała, straszyć młodych i starych, za wszelką cenę. Strach, co prawda, jest najmocniejszym cementem, ludzie, pod jego wpływem, zbijają się w stado, jak owce, czy barany, a stadem łatwiej kierować, a jak kierować, to i doić, więc, prawdopodobnie, o to dojenie chodzi.

Oczywiście, można smak opisać przy pomocy wzorów, w których podamy liczbę i cechy neuronów odpowiedzialnych za odczuwanie kwaśności, czy słodyczy i siłę uzyskanych bodźców, a we wzorze określimy związki pomiędzy materią, intencją i moim mózgiem, lecz będzie to nudne, bo nudne są rzędy cyfr i znaków łączących. Poza tym każdy wzór odniesie się do pojedynczych pijących, więc wzorów będzie, w istocie, tyle, ilu jest mieszkańców ziemskiego padołu. Średnia z tych wszystkich wzorów określi tendencję, lecz pozbawi indywidualności, a o tej, przecież, powinienem pisać, opisując kiperskie wrażenia. Indywidualność, natomiast, najłatwiej opisywać przez porównania z powszechnie dostępnymi elementami świata, tutaj, jednak, pojawia się trudność: określone jabłko jest, dla mnie, słodkie, a dla Hani, gorzkie. Znów statystycznie mówimy, że jest ono takie, jak je opisze większość spożywających, czyli, znów, pojawia się tendencja i znika indywidualność. Stąd trudność, albo, wręcz, niemożliwość naukowego opisu i ucieczka do sztuki, w większości przypadków literatury, bo kiper opisując swoje wrażenia nie naukowcem jest, lecz pisarzem (a, przynajmniej, powinien się starać).

Jeżeli jest tego świadomy, pisze dla pisania, staje się literatem, niekiedy pisarzem. Co, jednak, zrobić z całą resztą, opisującą wrażenia smakowe, aby jak najlepiej sprzedać określony rodzaj wina? Znów pojawia się przede mną Pani Intencja, a z nią interes, co pozwala mi ten odcinek zakończyć, obiecując, że z interesem rozprawię się niebawem, (jeżeli do końca nie zgnije).