Opublikowano Dodaj komentarz

Odrobina goryczy, a więc pesymizm

Odpowiada mi sposób patrzenia na rzeczywistość z wywiadu, jakiego udzielił w sieci Tomasz Jacyków. Jest w tym chwalebna próba oderwania się od wszechmocnego dyktatu mas. Jednak przenosząc rzecz na grunt smaków i w kontekście poglądów Ortegi y Gasseta czarno to widzę. Otóż odważne stwierdzenie na temat brudnych skarpetek może się w powszechnej opinii spotkać nie z pragnieniem wyprania tychże, lecz ze stwierdzeniem, że skarpetek niepranie jest normą, bowiem tak robią wszyscy, a wszyscy to właśnie ci, którym nie tylko nie chce się być innymi (czytaj lepszymi), lecz którzy innymi właśnie być się obawiają. Być innym to korzystać z własnej wolności. Masy w drodze do wolności nie chcą swobody dokonywania decyzji w szeregu alternatyw, one chcą błogiego spokoju takosamości, a jedyną wolnością, jaką cenią, jest wolność nieograniczonego konsumowania. Chleba i igrzysk, nic więcej. Co tam smród, co tam brudne skarpety, my chcemy mieć przede wszystkim święty spokój. A nasza wolność? Ta redukuje się jedynie do prawa swobodnego trawienia nabytego i przeżutego towaru. Paradoksalnie więc masowa konsumpcja wina może resztkę indywidualnego elitaryzmu uratować przed dyktatem rzeszy barbarzyńców (jeżeli nie zatonie w standardowej  konsumpcji masowej pozbawionej skrajności smaków karlowo grossowej) wraz z  wysiłkami uciążliwymi w trakcie rozumienia, dlaczego Cabernet Sauvignon jest taki, a Merlot taki i czy, i który pasują do jakiego mięsa, i do jakiej torebki). Panie Jacyków, walcząc o przyzwoitość w trakcie smakowania wina, stajemy z Panem po tej samej stronie, no bo jak smakować „tempranillo” ze śmierdzącymi nogami?