Opublikowano Dodaj komentarz

Wino, lub polskie budowanie klasy średniej

spacerCzytając Ortegę y Gasseta i dość mocno przeżywając to, co wokół się dzieje, a do tego jeszcze na co dzień borykając się z problemami dość sztucznie przez Pana Ministra Finansów tworzonymi, marzy mi się u nas klasa średnia zasobna i radosna, w czystych tużurkach i bez poprzecieranych mankietów, która zagwarantuje mi spokojną i w miarę zasobną starość.  Aby  powstała, obywatele powinni pracowicie bogacić się i wznosić  na poziomy świadomości właściwe ludziom zasobnym (biedny bowiem, zaganiany za chlebem codziennym nie ma czasu na duchową i smakową sublimację). Smakując sobie z dnia na dzień wina dla mojej kieszeni dostępne zauważam przy tym, że wcale nie jest bezprzedmiotowym łączenie ceny z jakością. Otóż bogatsi obywatele dzięki bogactwu mogący częściej smak swój uszlachetniać, kupować będą wina droższe, ale bez wątpienia lepsze, przy każdym zakupie i spożyciu wykraczając poza masową anonimowość i wkraczając stopniowo w szeregi elity, co może spodobać im się i nakręcić sprężynę ambicji, oraz doskonalenia nie tylko smaku, lecz również osobowości, czyli że – po prostu – staną się lepsi, mądrzejsi, lepiej przygotowani do życia z innymi. Przestanie wtedy mieć sens uganianie się za sensacją wśród produktów masowej dystrybucji i takie blogi, jak mój, utracą rację istnienia. Póki co jednak, świadom obowiązków i tak dalej, oraz posiadając wiedzę, że nas biednych jest cztery razy więcej niż bogatych, pozostaje mi marzyć o mądrej klasie średniej i o tym, że sieci masowe kształtować będę smak po to, aby obudzić w ludziach smaki najlepsze, nie naigrywając się z ich godności przy próbach oszustwa. Jak na razie jednak marzenia moje skutecznie są zabijane przez Ministra Finansów, co zmusza mnie do ponownego odczytywania Rękopisów Ekonomiczno-Filozoficznych (na emigrację bowiem już jestem za stary)…