Opublikowano Dodaj komentarz

Macondo i smutna winiawka

Zmarł Gabriel García Márquez, a także mama Hani Ślaskiej. W kolejce czeka jeszcze kilka miliardów, dlatego Wielki Piątek co roku ciąży nad każdym z nas przypomnieniem nieuchronnego. Odchodzą gdzieś wszyscy, Melchiadesy, Urszule, Aureliany, Arkadiusze, pozostaje zaś po nich tylko to, co każdy z nich potrafił stworzyć przeskakując płoty samotności. Pochylam więc łeb, wspominam moich i uśmiecham się do myśli, że kiedyś wszyscy spotkamy się przy jednym ogromnym stole i że wino tam oferowane z winogron będzie i przyzwoicie malolaktycznie przefermentowane. Uśmiechając się do siebie zauważam, że nad blokowiskiem wrony ustąpiły nagle miejsca gołębiom i wróblom i ptasi jazgot zagłuszył złowrogie stukanie kostuchy. Zamknięte w nawias urodzin i umierania wyjątkowe zdarzenia z życia każdego z nas nabierają sensu tylko wtedy, gdy pozwolą wszystkim współ-czuć zawarte w nich przesłania, a więc rozmawiać o nich, sprzeczać się, wyciągać dłonie, lub odtrącać je, razem, łącząc nas wszystkich wobec największej tajemnicy, bowiem jedyna rzecz, która nas nie różni – tutaj, na tym świecie – to właśnie nieuchronność każdego z nas umierania.