Opublikowano Dodaj komentarz

Katastrofa – za mało wina na świecie

Podobnymi rewelacjami karmi mnie dzisiaj onet i cały drżeć zaczynam z przerażenia. Cóż ze sobą pocznie taki, dajmy na to, Poseł Wipler i wielu podobnych jemu potrzebujących flachę na głowę wypić po to, aby narodziny dziecka stały się ważne i zatwierdzone? Cóż ja pocznę, jeśli nagle zabraknie tempranillo, a woda z kranu przestanie smakować? Rozgoryczony taką perspektywą i przeczuwając, że podaż nie dogoni popytu, wieszczę nadchodzącą katastrofę cenową w branży winnej (no bo trzeba jakoś wytłumaczyć światu, że za mały zysk nie sprzyja rozwojowi, a potem dołożyć kolejną podwyżkę). Epoka powszechnego dojenia biednych ludzi jest tuż tuż, za rogiem, co objawia się także w przyspieszonym kreowaniu świętych dla nowych rewolucji (patrz aresztant Ikonowicz, który ugasi pożar, kiedy spragniony menelik ruszy na sklepy z napojami). Coraz mniej to mnie rajcuje i coraz bardziej cieszę się, że odejście blisko.  Jedyna nadzieja w tym, że takie rewolucje, jacy święci i że tam, gdzie pójdę, pierdołami nikt się nie zajmuje.

Opublikowano Dodaj komentarz

Po co się pije, nie tylko wino?

Nie odpowiem. Dzisiaj testowałem stosunkowo (może bardzo) tanie wino Villavinum Shiraz Chile 2012, bez producenta (wykonane dla sieci handlowej) i okazało się ono rewelacją, ale nie wiem, czy jest ono faktycznie takie dobre, czy też mój nastrój sprawił, że smakowało mi bardzo. Zrównoważone, z finiszem i posmakiem długim i znakomitym. Zastanawiam się więc, czy to nie jest tak, że każde wino, tanie, drogie, białe, czerwone, włoskie, argentyńskie, każde po prostu, powinni  pić tylko ludzie szczęśliwi, gdyż dopiero wtedy wynagradza smakiem nasze wewnętrzne szczęście, a nieszczęścia spowodowane alkoholem biorą się z tego, że nieszczęśliwi ludzie za wszelką cenę chcieliby przy jego pomocy szczęście poczuć, co jest niemożliwe. A o naturze szczęścia? Menelik powiada, że szczęśliwy to jest jego pies, bo ma takiego dobrego pana…

Opublikowano Dodaj komentarz

Menelik od smaku woli skuć się i zapomnieć

Menelik (a w dawnej Abisynii tak mówiono na króla) pijąc nie lubi zastanawiać się nad smakiem jedzenia,  bo pije, kiedy nie ma co jeść, albo, kiedy samotność boli tak, że kiszki do łba przyrastają i skuka jęczy za uszami. Pije dzieła winifikacji takie, jak „słodka mary”, czy „czas galerii snów”, w której przyszłość zjawia mu się w zupełnie innych kolorach. Nie ma czasu i siły szukać markowych wynalazków na dużych powierzchniach handlowych, bo nie chcą tam go wpuścić, jako że bukiet zapachowy menelika nie pasuje do rzeczywistości, więc wysyła małego po jabola do sklepu, a mały urywa pięćdziesiąt groszy z doli menelika i obaj są szczęśliwi do następnego razu.  Więc trudno jest doradzać menelikowi jedzenie gorzkiej czekolady pod kieliszek czerwonego wytrawnego, zresztą kwasu menelik nie cierpi, po części dlatego, że wrzody żołądek mu wygryzły i organizm broni się przed wszelaką przesadą. Gorzką czekoladę pamięta z dzieciństwa, ale było to tak dawno, że przestało być prawdą, a o grzankach z serem też zapomniał, no bo po co grzanki, jeśli upiec ich nie ma na czym. Czerwone mięso widział ostatnio, kiedy nożem zerżnął sobie ramię. Jak takiemu budować wzorce, roztaczać miraże, horyzonty poszerzać? Jedyne, co można zrobić, to nakarmić mu psa i dorzucić złotówkę „na bułkę, panie starszy, na bułkę”.  I walczyć krok za krokiem, i myśleć, aby na koniec dni swoich i psa takiego mieć, jak menelik, i swojego „panie starszy”, co to na bułkę da i o winach poopowiada.