Opublikowano Dodaj komentarz

Dialog, monologi, blogosfera winna

Taki zlot to fajna sprawa, wreszcie można było się samopotwierdzić, organizatorzy w celach świętochwalczych (hagiografia), bo teraz i peany i podziw, uczestnicy po to, aby mieć okazję odprawić gorzkie żale i trochę świat (przynajmniej własny) pozbawiać. I dobrze, tak być powinno, w życiu potrzebny jest ruch, nieruchome stawy gniją.

Tworzenie bloga czyli monolog autora, który zmęczony samotnością wystawia z norki łapkę i maca, czy przypadkiem deszcz nie pada, niekiedy przypomina spazm, niekiedy monotonne bicie mięska na kotleciki, zawsze jest jednak pragnieniem, aby autora zauważono, aby z monologu wysnuł się dialog, a jeżeli dialog to i wino, bo ono przecie najbardziej dialogowi odpowiada, czyli ułatwia społeczne związki (o ile nie zostało nadużyte). Dlatego też stworzenie okazji, aby monologi zaczęły dyskutować, kłócić się ze sobą, po prostu rozmawiać, jest niepowtarzalną zasługą organizantów zlotu i mało mnie obchodzą ukryte zamysły.

Czy dziennikarstwo schodzi na psy? Czy świat schodzi na psy? Czy to, czy tamto? W istocie nie ma to żadnego znaczenia, o ile nic na to nie możemy poradzić, a nasza niemoc wynika również i z tego, że zapomnieliśmy (wszyscy) o istnieniu podstawowego kodeksu etycznego obowiązującego niegdyś każdego z nas. Niektórzy nazywają ten kodeks dekalogiem, moja świętej pamięci matka nazywała to przyzwoitością, a niezależnie od przyjętej nazwy, czy kryteriów, powinien on nadal obowiązywać i blogerów i dziennikarzy, polityków i wyborców. Być może przypominając sobie o istnieniu tego tradycyjnego kodeksu zauważymy, że nasz wpływ na rzeczywistość zwiększy się i nie będziemy tak często użalać się na krzywdy prawdziwe i wyimaginowane?

Piszmy więc tak, jak każdy z nas potrafi, a wino pijmy nie tylko po to, aby je potem lepiej innym sprzedać. I dziękujmy Panu, że jeszcze żyjemy.