Opublikowano Dodaj komentarz

Kontynuacja winnej oferty w sieci POLOmarket

To Półwysep Iberyjski, a przede wszystkim Portugalia, zaczynając od Tawny Porto, które z pewnością znajdzie u nas amatorów, nie tylko ze względu na dobrą cenę, po tak nowoczesne spojrzenie na klasyczne wina z Alentejo, jakie reprezentuje Jaime Quendera z Adega das Mouras de Arraiolos (to wino nie bardzo mi osobiście pasuje, o czym szczegółowo w recenzji, lecz z pewnością jest winem ponadprzeciętnym i cieszę się, że znalazło się w tej ofercie). Z białych win portugalskich pojawiło się wino na lato Fonte do Nico Vinho Regional de Setúbal. Mamy tutaj też znakomitego Hiszpana z Valdepeñas (Grande Reserva Castillo Don Daniel 2004), a jest to wino zasługujące na szczególne zainteresowanie, oraz ciekawą Rioję Alveus, jako kolejne wino hiszpańskie, któremu towarzyszy różowe wino na lato z Walencji Castillo de Olleria. Odrobina dziegciu w tej beczce dotyczy ekspozycji. Już pisałem o denerwującym braku konsekwencji i bałaganie w prezentacji oferowanych win i nadal twierdzę, że POLOmarket powinien przemyśleć raz jeszcze sposób sprzedaży alkoholu na swoich stoiskach, tak bowiem prezentowane wina giną raczej w pietruszce i kalafiorach, lub w jogurtach i mleku. To jednak można zmienić w miarę rozwijania się doświadczeń poszczególnych właścicieli sklepów, które – mimo wszystko – zasługują na nasze wsparcie jako udana polska inicjatywa handlowa.

Opublikowano Dodaj komentarz

Na marginesie różnych promocji

Sprzedawanie jest sztuką i trzeba do tego mieć talent, oprócz tego jest ciężką pracą, a więc powinno być uporczywe w wykonywanych czynnościach. Sprzedawanie tak trudnego produktu, jakim jest wino w tak niezdecydowanym kraju, jakim jest Polska, wymaga po dwakroć talentu i uporczywości. Już chyba Gombrowicz wyartykułował z siebie żal z powodu Koala_wpisynaszej plemiennej przywary (nie stwierdzam narodowej, bowiem dotyczy ona większości słowiańskich współbraci), a mianowicie skarżył się na naszą bylejakość, która powoduje, że najlepsze pomysły i zamiary potrafimy utopić w codzienności, w oczekiwaniu na nieokreślonego Godota, w setkach pobocznych działań pozornych. Nie wiem, z czego taka postawa wynika, z pewnością ukształtowała się przez tysiąclecia uporczywego wychowywania w kulcie ślepego losu, przypadku i w odmawianiu samemu sobie podmiotowości, skutkuje jednak ona, na codzień, w życiu każdego z nas, dziurami w asfalcie, połamanymi płotami, brudnymi klatkami schodowymi, płucami wypluwanymi pod nogi bliźnim, no i właśnie niedokończonymi pomysłami. W sferze tak prostej, jak sprzedaż taniego wina Portugalczycy nie kombinują, tworzą jeden długi regał z winami i w ramach tego jednego regału organizują od czasu do czasu promocję win z jakiegoś kraju. Nie dzielą w żaden sposób win na te z jednego regału (w podtekście: gorsze, bo przeznaczone dla określonego odbiorcy, którego – w dodatku – musi pilnować sprzedawca zza lady) i te z regału specjalnego (w podtekście: dla koneserów, czyli kogoś lepszego od innych). Dzięki temu w winach Owada można się spokojnie połapać. To samo dzieje się w Lidlu, Kauflandzie, Auchanie i tak dalej, i tak dalej. Znakomite w swoim zamyśle próby naszej jedynej rodzimej sieci sens miały o tyle, o ile ich dalszym ciągiem byłby kiermasz wokół kilku specjalnych regałów, jednakże takiego ciągu dalszego nie było i nie ma, a promocja POLOmarketu zaległa w bałaganie na niby specjalnym regale, gdzie zaczyna się mielić wszystko to, co tylko z niesprzedanych win pozostało. Zastanawiam się, więc, czy nie lepiej było pójść utartymi ścieżkami, zrobić jeden dział sprzedaży alkoholu, jeśli wokół promocji paru win nie udało się zorganizować żadnego medialnego wydarzenia? Wbrew pozorom, ma to wiele wspólnego z marzeniami o lepszej Polsce.

Opublikowano Dodaj komentarz

Jeżdżąc po Polsce

Przez ostatnie kilka dni koala zaniedbał nieco sprawy winne i niewinne, jeździł bowiem po Polsce, porównując to, co zobaczył,  z tym, co było dziesięć lat temu, kiedy to koala rozjeżdżał się częściej. Oprócz oczywistego w naszym pięknym kraju bajzla, szczególnie w trakcie budowania i remontowania dróg, zobaczył koala zupełnie inny kraj, a właściwie dwa kraje, bowiem z Północno-Wschodniej Polski zjechał aż do Cieszyna ( a po drodze wstąpił do Sosnowca, Dąbrowy Górniczej i kilku mniej łaskawych miejsc). Podróż ta podpowiedziała koali, w jakim kierunku zdążać, a raczej umocniła jego przekonania, które przedtem ledwie kiełkowały.  Picie i ocenianie wina postanowiłem więc osadzić w rzeczywistości turystycznej zmieniającej się i promującej Polski, kraju młodych, energicznych i radosnych ludzi.
Dlatego też od dzisiaj Szanowny Czytacz znajdzie na głównej stronie odnośniki do recenzji z knajp i karczm wszelakich napotykanych po drodze, które nazywam „garkuchniami” ze staroniemieckopolska, oraz z hoteli i innych przytulisk przeze mnie napotkanych. Zapraszam.

Opublikowano Dodaj komentarz

Wino, lub polskie budowanie klasy średniej

spacerCzytając Ortegę y Gasseta i dość mocno przeżywając to, co wokół się dzieje, a do tego jeszcze na co dzień borykając się z problemami dość sztucznie przez Pana Ministra Finansów tworzonymi, marzy mi się u nas klasa średnia zasobna i radosna, w czystych tużurkach i bez poprzecieranych mankietów, która zagwarantuje mi spokojną i w miarę zasobną starość.  Aby  powstała, obywatele powinni pracowicie bogacić się i wznosić  na poziomy świadomości właściwe ludziom zasobnym (biedny bowiem, zaganiany za chlebem codziennym nie ma czasu na duchową i smakową sublimację). Smakując sobie z dnia na dzień wina dla mojej kieszeni dostępne zauważam przy tym, że wcale nie jest bezprzedmiotowym łączenie ceny z jakością. Otóż bogatsi obywatele dzięki bogactwu mogący częściej smak swój uszlachetniać, kupować będą wina droższe, ale bez wątpienia lepsze, przy każdym zakupie i spożyciu wykraczając poza masową anonimowość i wkraczając stopniowo w szeregi elity, co może spodobać im się i nakręcić sprężynę ambicji, oraz doskonalenia nie tylko smaku, lecz również osobowości, czyli że – po prostu – staną się lepsi, mądrzejsi, lepiej przygotowani do życia z innymi. Przestanie wtedy mieć sens uganianie się za sensacją wśród produktów masowej dystrybucji i takie blogi, jak mój, utracą rację istnienia. Póki co jednak, świadom obowiązków i tak dalej, oraz posiadając wiedzę, że nas biednych jest cztery razy więcej niż bogatych, pozostaje mi marzyć o mądrej klasie średniej i o tym, że sieci masowe kształtować będę smak po to, aby obudzić w ludziach smaki najlepsze, nie naigrywając się z ich godności przy próbach oszustwa. Jak na razie jednak marzenia moje skutecznie są zabijane przez Ministra Finansów, co zmusza mnie do ponownego odczytywania Rękopisów Ekonomiczno-Filozoficznych (na emigrację bowiem już jestem za stary)…