Opublikowano Dodaj komentarz

Wina i winiawki

Jakem już wspomniał parę wpisów temu:  subiektywnie świat win z dyskontów i  świat win z degustacji, piwniczek, czy kiperów, to dwa różne światy, Koala_wpisynieantagonistyczne, raczej równoległe (przedstawiciele obu tych światów mogą z powodzeniem funkcjonować po obu stronach). Teraz jednak pojawia się pytanie o kryterium obiektywne, które opierałbym na tym, czy określone wino spełnia wymogi masowości, czy też związane jest z niewielkim obszarem, raczej w pobliżu miejsca swojego powstania, no – czasami – pojawiając się, jak meteoryt, w piwnicach koneserów.  Wymogi masowości wiążą się z przemysłowym charakterem (w konsekwencji także z niską ceną). Wino w milionach butelek nie może spełniać wymogów wyjątkowości ( z trudem, więc, wytrzymuje degustatorskie wysiłki, nawet przy maksymalnie dobrej woli), zmierza do smaku uśrednionego, chce, bowiem, sprzedać się jak największej liczbie klientów, czy jest to jednak nadal wino? Czy nie należałoby, uczciwie, posługiwać się tutaj szlachetną nazwą „winiawka” (płyn winopodobny, jakże często pity za winklem, przy śmietniku), a o winie rozmawiać tylko wtedy, kiedy rzeczywiście z winem mamy do czynienia?  Ciągle nurtuje mnie, przy tym, pytanie: czy można wino wytwarzać w milionach butelek i czy pierwsza butelka takiego wina ma coś wspólnego z ostatnią, która opuściła taśmę? Nie stawiam tutaj, wcale, pytania o koncentraty, być może – jednak – i do tego dojdę,  czy też, ile beczek postawili Hiszpanie, aby w naszej Niedronce sprzedać milion flaszek Casa Rural?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *