Opublikowano Dodaj komentarz

Winem pisane historie

Podczas pamiętnego spotkania blogerów afiliowanych przy Winicjatywie Tim Atkin umieścił nas wśród opowiadaczy historii, sugerując pewien program Koala_wpisydo realizacji. Bloger, więc, miałby być takim griotem, chociaż bez muzyki, informatycznym świadkiem dziejącego się obok świata, zaczepionym o jakiś konkretny element, który organizuje opowiadane historie, w naszym, zaś, wypadku organizatorem jest wino. Nie jest, zatem, bloger żadnym ekspertem, a mimo to, myli się go, często, z kiperem, pracownikiem określonej piwniczki, czy marketingowym heroldem jakiejś sieci handlowej. Nieuświadomiona, lub świadoma tęsknota za autorytetami w masowym świecie, gdzie do wszystkiego dostęp mamy i, w zasadzie, wszystko każdemu wolno, nakazuje wierzyć, że bloger, również, przez sam fakt, iż odwagę znalazł i publicznie wystąpił, staje się, właśnie, ekspertem, a ponieważ świat tak jest zbudowany, a nie inaczej, bloger jest ekspertem, czy tego chce, czy nie chce, bo jest tym, czym inni chcą, aby został. Pojawia się, tutaj, dość ciekawe zagadnienie: jesteśmy, bowiem, tylko takimi, jakimi stajemy się zajmując określone stanowiska i ludzie w tym miejscu nas zobaczą. Gdyby nie przyszło mi do głowy utworzenie bloga i pisanie o winie, nikt w świecie nie szukałby we mnie eksperta od wina. Pozytywne to jest i pouczające, stajemy się, bowiem, tacy, jakimi stać się chcemy, a konsekwencją tego jest, również, fakt, że powinniśmy wiedzieć, czego chcemy, bo jak już stać się kimś, to lepiej świadomie.

Z tego wynika, zaś, i to, że świadomie powinienem, sam, umieć określić pole własnego bycia ekspertem, lecz, czy potrafię to robić i z czego to miałoby wynikać? Prawdopodobnie z tego, o czym i jak piszę, lecz borykam się, nadal, z problemem samookreślenia. Wino jest, tutaj, jedynie pretekstem, a więc wracam do opowiadania historii i wszystko zaczyna się pętlić, skręcać, gmatwać, oplata myśli, samo myślą będąc, zamyka i otwiera szanse, rozjaśnia i zaciemnia, a historii, jak nie było, tak nie ma. W pewnym sensie, więc, czekam na cud oświecenia, na iluminację wiary, że warto, czy trzeba.

Morałem z tego krótkiego i zaplątanego tekstu jest to, iż liczy się, wyłącznie, nasza wolna wola i świadomość, iż wszystko możemy, jeżeli, tylko, wiemy, co chcemy osiągnąć. To napisawszy, piję za pamięć o tych, co odeszli i o tych, co o nas myślą. Możemy, przecież, z nich historie budować słowami przedłużając każdego istnienie. Griotem, zaś, będąc na pustyni informatycznej muzyki brakującej szukam w kroplach deszczu i w winie po to tylko, by, kiedyś, zbudować symfonię.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *