Opublikowano 5 komentarzy

Winemaker, vintner, czy enolog?

W zasadzie powinniśmy używać słowa, jeśli dokładnie znamy ich znaczenie, chodzi mi o precyzję. Precyzja świadczy o czystości intencji ( no i o wiedzy). Nadużywanie makaronizmów jest brzydkie, chociaż dobrze byłoby unikać takowych konsekwentnie i zamiast design stosować projektowanie, ‘la mnie, jednak, makaronizmy nie Koala_wpisyprzeszkadzajuć. Bardziej przywiązuję wagę do przecinków i do literówek, bo czytając całkiem dobre teksty napisane „aby zbyć” zalewa mnie krew, świadczy, bowiem, podobna niedbałość o zupełnym braku dyscypliny intelektualnej. Czytam recezję o pewnym portugalskim winie, całkiem sympatyczną i widzę w liście szczepów „jean”, zamiast „jaen” i wiem, już, że autor nie zadał sobie, wcale, trudu i nie przeczytał najprostszej notatki o szczepie, dostępnej w Wikipedii, bo gdyby ją przeczytał, zastosowałby, może, łatwiejszą formę „mencia” i nie zaśmiecałby głowy czytelnikom (ani sobie). Sprawa winemakera jest skomplikowana, gdyż polszczyzna nie stworzyła, jeszcze, własnego odpowiednika (winiarz nie do końca znaczy to samo), można, jako ciekawostkę, stosować amerykańską formę vintner (spolszczoną , oczywiście, jako „wintner”), lub bawić się w długi opis: „specjalista enolog” (dodając do tego: „specjalista od konkretnego wina”), pracujący w takiej to i takiej wytwórni win, i tak dalej, i tak dalej. We wszystkim trzeba zachowywać miarę, starając się pisać jasno i poprawnie (nawet z makaronizmami). Specjalistą od opisywania win, być może, nie jestem, znam się, jednak, na składni i przecinkach, a jeśli, niekiedy, specjalnie stosuję frazy zagmatwane, wyróżnia mnie to (w tłumie, bowiem, piszących o winach należy się czymś wyróżniać).

5 komentarzy do: “Winemaker, vintner, czy enolog?

  1. „Winemaker” można przetłumaczyć wprost, jako twórca wina. A chodzi o to, że to osoba, która stworzyła dane wino. Taki jest chyba sens tego słowa. To prawda, że producent nie musi być twórcą konkretnego wina. Jest właścicielem winnicy i wytwórni i zatrudnia osobę, która tworzy wino. Kim jest w takiej sytuacji enolog? On także nie musi być twórcą danego wina. Konotacja winemaker jest taka, że to osoba, która stworzyła dane wino. Po co komplikować sprawę, albo iść na łatwiznę i nazwać kogoś winemaker? Słowo winiarz wydaje się adekwatne, jeżeli będziemy poprzez to rozumieli osobę, która „stworzyła konkretne wino”.
    To prawda, że „projektowanie” może zastąpić słowo design, ale jest nazbyt ogólne, bo projektować można ubrania, meble, ale i odrzutowce, można projektować także wino, znaczenie słowa projektowanie jest szerokie. Design ma węższe znaczenie i jest już oznaczone, a tyczy się świata zmaterializowanej mody. Historia słowa design jest jednak inna niż winemaker. To ostatnie zaczęło się pojawiać się ostatnio i weszło przebojem do języka winiarskiego. Można się upierać, że winiarz jest słowem lepszym, albo pogodzić się z the winemaker. Oczywiście, słowotwórstwo to proces, który rozgrywa się żywiołowo i pewnie ten winemaker przyjmie się, tak jak przyjął się design. Pewnie taka sama była kiedyś historia słowa marketing, a przecież można było używać „rynkowanie”…

    1. Dobra, wreszcie Jarosława udało mi się sprowokować, mało zręcznie i pokornie, ale cóż tam. W zasadzie zgadzam się, sam stosuję (z lenistwa) tegoż winemakera (czyżby to był jakiś winiarski kierownik produkcji, któremu właściciel pozwolił na wprowadzanie do produkcji własnych koncepcji, który, do tego, jest – bo musi być – enologiem?). A rynkowanie mi nie pasi, wolałbym rynczenie. Z winemakerem szlus. Pozdrawiam

      1. Jak szlus, to szlus! Na koniec jednak: winemaker może być samoukiem, nie musi być enologiem, to pewne. Nie opowiadam się za jakimś puryzmem językowym. Dżihad nie jest potrzebny, także w walce o słowa. Co do tego rynkowania, to była dyskusja na początku lat 90-tych o używaniu angielskich słów, m.in. marketing. Ktoś proponował chyba nawet rynkowanie. Winemaker wejdzie do języka i żaden Rejtan nie pomoże. Można mieć jednak stosunek do pewnych słów. Winiarz jest wieloznaczny, spotkałem się z takim określaniem osoby, która lubi pić wino. Jest piwosz. A jak nazwać sympatyka wina? Na zwolennika mocnych alkoholi także nie ma. Winopijca to fatalne określenie.

        Co do literówek, to także nie warto być takim zasadniczym krytykiem. Podobno jest tak, że można przeczytać i 10 razy tekst i nie zauważać danej literówki. Potrzebny jest korektor i tzw. zasada czterech oczu.

        1. To prawda, dobrze, jednak, o tym pisać i rozmawiać, bo takie rozmowy w komentarzach spełniają znakomitą rolę pedagogiczną. Pisząc te nasze „dyrdymałki”, budując własny „brand” i robiąc to z tak ogromną widownio-czytelnią (mam dziennie około 500 wejść, nie przypadkowych, a „targetowanych”) stajemy się, w pewnym sensie, wzorcami (a to zobowiązuje), dlatego lepiej sto razy przeczytać i poprawić po to, aby nie uczyć następców bałaganiarstwa. Porządnie napisany tekst wymusza we mnie szacunek, nie muszę godzić się z wyrażonymi w nim opiniami, lecz będę widział zaangażowanie autora, który – widać – zastanowił się dziesięć razy, zanim zdanie opublikował. Będę, więc, tępił bałaganiarstwo i szanował przeciwników, o ile oni sami własną pracę zaczną szanować. Wracając do tych makaronizmów, pojawia się inny problem, bowiem ustawa wyklucza stosowanie obcojęzycznego nazewnictwa i tak dalej i nie mówimy, np. ulica Washington’a, lecz zwyczajnie Waszyngtona, nie powinniśmy pisać „fax” (bo „x” w naszym alfabecie nie istnieje), lecz „faks”, więc, konsekwentnie powinniśmy stosować „wajnmejker” (już nie będę wygłupiał się i nie napiszę „uajnmejker”), dizajn (z tym się spotkałem) i tak dalej. I tak dochodzę do absurdu, z którego wysnuję taki wniosek: stosujmy to, co uważamy za stosowne, każdy w swoich pisankach, ze świadomością, jednak, że o wyborze decyduje i intencja i forma. Jeśli napiszę coś kpiarskiego, pozwolę sobie zastosować mojego ulubionego „czytacza”, „winiawkę” (winiawka pochodzi z żargonu środowiskowego „menelików”), ale musi mieć to wszystko solidne umocowanie w mojej świadomości, jako autora i znajdować uzasadnienie w zastosowanej formie. Na dzisiaj dosyć, Katalonia mnie tak zajęła, że obiecaną recenzję z Markiza de Almeida przenoszę na jutro. Pozdrawiam

  2. Wszystko Ok, ale czy na pewny jesteś że właśnie tak jest? Każdy ma swoje zdanie rozumiem to, tak to jest przecież. jesli to nie problem zapraszam na swoja stronę o wierceniu studni głębinowych i zapraszam do wprowadzenia wpisu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *