Opublikowano Dodaj komentarz

Winne wino, czyli o nietrafionych diagnozach

Każda skrajność generuje rewolucję, ja zaś jestem z gruntu rewolucjom przeciwny, jako że niszczą wszystko po drodze, odbierają szanse na dialog między Koala_wpisynami, czyli odbierają – również – możliwość spokojnego picia wina. Zaznaczam, że wygłaszane tutaj poglądy są wyłącznie moje i nikomu w ten sposób nie udzielam poparcia.

Znalazłem w sieci wypowiedź ojca Prezydenta Elekta, Pana Jana Dudy, który korzystając z sytuacji wygłosił kilka opinii, te zaś pokazują, jak daleko znajdujemy się pokoleniowo i intelektualnie od rzeczywistych problemów, z których nasza rzeczywistość wyrasta. Nie chodzi o to, że w opiniach tych brak odczuwałbym racji, lecz raczej o to, że racje te są istotne tylko dla tych, którzy je lansują, natomiast problemy o wiele poważniejsze należałoby rozwiązywać przy pomocy o wiele poważniejszych argumentów.

Około 13 % pracujących w Polsce zarabia płacę minimalną, która netto wynosi około 1300,00 PLN. Ile butelek w miarę przyzwoitego wina takie 13 % obywateli może kupić? Ośmielam się przypuszczać, że ani jednej, czyli należałoby z góry wykluczyć 13 % obywateli naszego kraju przy planowaniu marketingowej grupy docelowej. Gdybym chciał kupować codziennie butelkę wina za 10,00 PLN, musiałbym wydawać na samo wino 300,00 PLN miesięcznie, tymczasem z 1300,00 PLN trzeba zapłacić jeszcze za jedzenie, ciepło, wodę (jeżeli mam kanalizację) i tak dalej. Ucieczką od płacy minimalnej byłaby własna działalność gospodarcza, gdyby w naszej rzeczywistości, w której liczą się przede wszystkim dochody korporacji, miała ona jakikolwiek sens. Przez kilka ostatnich lat swobodę działalności gospodarczej duszono, gdyż przy takowej nasz kraj stałby się wytwórczą konkurencją na unijnym rynku i – szczególnie w trakcie kadencji dwóch ostatnich finansowych księgowych, pozbawionych absolutnie uczuciowości społecznej i reprezentujących interesy korporacji i banków – zmuszano rodaków do pracy najemnej, no tych przynajmniej, którym się taką pracę w Polsce znaleźć udało, co spowodowało, że rynek klientów win lepszych w Polsce powiatowej opustoszał i tutaj jest jedyne wyjaśnienie, dlaczego wszystko, co w winie wartościowe zaszyło się w dużych miastach. Gdyby niektórzy politycy częściej kupowali wino w Biedronce, a rzadziej polowali, wiedzieliby, że ich porażkę spowodował nie objaw choroby, lecz jej przyczyna, a księgowi pilnujący rachunków Państwa wylecieliby natychmiast na zbity pysk, oni to bowiem są winni porażki, nie zaś ideologia „róbta, co chceta”. Niestety, z przerażeniem przyglądam się także i tym, którzy chcieliby chorego uleczyć, bo – jakby im ktoś usta plastrem zakleił – o rzeczywistych przyczynach milczą, rozdając gawiedzi frazesy. I tak ja, słabo uposażony emeryt bez emerytury, w Polsce powiatowej nie doczekam się już wina porządnego w ramach zwyczajnej swobody gospodarczej.

P.S. Pewnym komentarzem do słów powyższych są dane GUS na temat strefy ubóstwa w Polsce w roku 2014 (tutaj).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *