Opublikowano Dodaj komentarz

Wino, gorzała, żywot Alioszy

Oj, Panie Marku, zechciało nam się  życie poprawiać zysk czerpiąc z upodobań bliźnich naszych. Pan to przynajmniej masz kasę i sprzedajesz konkretne wino i masz z tego konkretne pieniądze, my zaś blogerzy usiłujemy ulepić konkret ze słów, a te jeszcze bardziej ulotne i trudniej wyczuwalne niż aromat burgunda w biedronkowym winie za dychę. Jedyna radość z pisania takiego jest przed pisaniem, przy stole, kiedy to w gronie najbliższych nabożnie wlewamy do ust wino, przewracamy ozorami i mlaskaniem podkreślamy zadowolenie  z pretekstu do rozmowy bardziej zadowoleni, aniżeli ze smaku, rozmowa bowiem trwać będzie do rana, a smak uleci po kilku minutach. I tak  wieczory nasze przy winie pod pretekstem oceny wytworzyły miłe przyzwyczajenie, rytuał, wokół którego owija sie nasze wspólne życie w doznaniach przyjemnych, bo z wina pochodzących, a ono ze słońca jest i z ludzkiej inteligentnej pracy i zawsze służyło ludziom pomocą przy życia afirmowaniu. Smakując zawarte w winie słońce i rozmawiając przy winie z innymi świat człowieka  kontrapunktował nieszczęścia i cierpienie dodając sobie ciepła i siły, nie tracąc jednak zmysłów. Gorzała zaś? Ta służy zapomnieniu, była i jest sposobem na chowanie głowy w piasek,  na ucieczkę przed życiem w utratę przytomności, a przed życiem uciekają zwłaszcza ci, którzy żyć  nie potrafią. Gorzała jest napojem ludzi słabych, wino zaś silnym dodaje otuchy, a co w tym wszystkim robi żywot Alioszy? Oj, Panie Marku, on boli, strasznie boli, jak wszystko, czego nie rozumiemy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *