Opublikowano 1 komentarz

Wino w dyskontach i ślepy zaułek rozwoju

Tytuł o niczym i o wszystkim, czyli kolejna prowokacja. Powoli zaczynam zdawać sobie sprawę, że zapędziłem się w ślepy zaułek, jak – zresztą – wszyscy ci, którzy chcieliby w towarach z dyskontu widzieć wzorce dobrego smaku. Bez ideologii tego nie rozbierzesz i to ideologii słusznie, lub niesłusznie odrzuconej. Im więcej, bowiem, tanich winiawek udających znakomitości, tym głośniejszy dochodzi do mnie śmiech historii, a to dlatego, że udało się masy dopuścić do masowego wydawania pieniędzy, utrzymując jednocześnie w ryzach, a to przy pomocy stymulowania konsumpcji.

Najpierw zanęcono wolnością, rozbudzono ambicje, potem zaś uśpiono marzeniami o wszechmocy ukrytej w nieograniczonych możliwościach konsumowania.

Czy tak do końca? Otóż nie, możliwości te nadal podlegają klasowemu podziałowi na biednych i bogatych, stawia się, natomiast, przed biednymi wzorce z podwórka Carringtonów po to, by uśmierzyć społeczne nerwice i rozbuchać konsumpcję, dzięki której bogacą się na nas prawdziwi zarządcy. Im więcej biednych klientów, tym więcej sprzedanych za grosze towarów i tym bogatsze stają się tłuste koty. Od kilkudziesięciu lat rozwój jest manipulowany w jednym wyłącznie kierunku. Coraz mniejsza liczba wytwórców, czyli coraz większa koncentracja kapitału i coraz większy rynek, a że jest to rynek konsumentów biednych, podatnych na bunt wynikający z frustracji, tym bardziej wyrafinowane oszustwo ukryte w strukturach społeczeństwa. Zdaję sobie, przy tym, sprawę, że pisząc do biednych o wspaniałościach win, do których nigdy nie będą mieli dostępu, uczestniczę w takim oszustwie, do czego popychają mnie ambicje, nuda, głód popularności, a więc wszystko to, co próżny człowiek w sobie zawiera.

Towary w dyskontach są przeznaczone na rynek masowy. Wino na rynku masowym nie jest tym samym winem, które od setek lat produkowało archaiczne społeczeństwo i podlega przemysłowym regułom wytwarzania. Nie będzie nigdy możliwym, aby jakiś koala, czy inny Kowalski uzyskał dostęp do możliwości nabywczych Rockefellera, dlatego absurdalnym jest opisywanie Kowalskiemu zawiłości i doskonałości smaków, na które tylko Rockefeller może sobie pozwolić.

Tych dylematów nie uda się nikomu rozwiązać, są one – bowiem – nieodłączną częścią mało doskonałego świata, na którym żyjemy. Dobrze, jednak zdawać sobie z tego sprawę. W czasach jednak kciuka zastępującego coraz częściej komórki mózgowe trudno jest namawiać publiczność do myślenia, nawet jeżeli myślenie związane jest z reformą oświaty. Waląc, więc, łbem w mur dylematów koala coraz częściej chowa się w najwyższych partiach eukaliptusów. I to by było na tyle.

1 komentarz do: “Wino w dyskontach i ślepy zaułek rozwoju

  1. Koala zaprezentował ekonomiczny egzystencjalizm sceptyczny, chociaż egzystencjalizm jest zawsze sceptyczny. To prawda, rynki rządzą światem. Koncentracja kapitału to proces, a krańcową formą firmy jest korporacja. Tak to już jest. Chociaż nasz Koala trochę nam odjeżdża w stronę T.Pikettego, to modne ostatnio prądy analiz makroekonomicznych. Ale dobrze, że nie przeczytaliśmy w tekście o … neokolonializmie. Przeczytaliśmy jednak pewną złośliwość odnośnie „reformy oświaty”. Czyżby Koala nie wierzył w „dobrą zmianę”? Może proponuje nam lepszą zmianę? Trzeba wierzyć w lepsze jutro!

    Szkoda, że nie przeczytamy dobrego tekstu Koali o Ch.Lafite, albo innych winach zastrzeżonych dla Rockefellerów. Takie wina zasługują na dobre pióro.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *