Opublikowano 1 komentarz

Z winem pod prąd, czyli uparty jak Prezes

Zakupione i, niestety, spożyte wczoraj przeze mnie Motrino Montepulciano d’Abruzzo 2012, za całe 18,36 PLN z supermarketu Auchan, tak mnie beczką zniesmaczyło, że z żelazną klamrą na obolałej głowie ledwie przemieszczam się z jednej myśli do drugiej, znajdując potwierdzenie stwierdzenia, iż za małe pieniądze spodziewać się możemy wielkiego G. Ponadto zauważam stopniowy zanik sympatii Czytaczy w miarę, jak zagłębiam się w meandry współczesności, co – w zasadzie – oznacza, że w tym kierunku powinienem się nadal posuwać, nic tak bowiem nie deprawuje piszącego, jak popularność i aplauz. W społeczeństwie wazeliniarzy nadmiar wazeliny mógłby zupełnie unieruchomić tryby mojej maszyny, wystarczy – więc –oliwa z pierwszego tłoczenia, odpowiednio dodana do spaghetti.

lucacsA że misie koala bywają równie uparte jak niektórzy Prezesi, którym zamarzył się powrót do socjalizmu z ludzką twarzą i to opierając się na nauce Kościoła Matki Naszej (taka koncepcja obecna była w późnych latach osiemdziesiątych w Krajowej Komisji, przegrała jednak z konkurencją odgrywającą, potem, pierwsze skrzypce przy Okrągłym Stole), więc uparty jestem, lecz robię wszystko, by nie być anachronicznym, lub też wydaje mi się, żem różny od wspomnianych tutaj przeze mnie marzycieli, co – bowiem – możliwym być mogło w tamtym czasie, wcale nie jest do wykonania teraz, kiedy to zmieniły się zupełnie warunki zewnętrzne.

Opieranie się wyłączne na woli w psychice ludzi, którym takie rozwiązania mogłyby być miłe, jest powrotem do dawno wyschniętej rzeki po to, by złowić rybę. Najpierw należałoby taką rzekę wodą napełnić (czyli mieć wodę), potem wpuścić tam rybę i wreszcie ją złowić. Zresztą, może byłoby to i możliwe, gdyby z ludźmi ktoś kiedyś porozmawiał, zamiast straszyć ZOMO.

Póki co, w styczniu deszcz pada, buty grzęzną w błocie po kostki i wcale nie widać rozmowy na horyzoncie. Zamiast dialogu przy niezłym, dajmy na to, Saperavi mam w ustach beczkę wyprodukowaną w Chieti i nieład w głowie, krawędzie rozmywają się i zacierają, słowa płyną trochę bez sensu, a sam sens stawia przed sobą niepokojące pytania. Stopniowo wyczerpuje się życie i formuła, Czytacze czują to i przestają czytać, a jako że świat zbudowany jest (również) z gwiazdek optymizmu, odchodzą, bo przecież takie to (jak moje) pisanie wcale optymizmem nie napawa, no i – zresztą – nie zamierza. I to by było,  jeszcze na razie, na tyle.

1 komentarz do: “Z winem pod prąd, czyli uparty jak Prezes

  1. Niestety, to nie jest czas dla filozofów i myślicieli. Teraz liczy się cięta puenta i proste rozwiązania. Rzeczywistości nie da się prosto opisać, ale większość uważa inaczej :-). Lubię Pana artykuły i szukam w marketowych winach perełek, ale jesteśmy dinozaurami :-). Pozdrawiam Fred.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *