Opublikowano Dodaj komentarz

Ziemia jest tylko jedna – Zeno Zignoli


Nie jestem największym amatorem win z Valpolicelli, chociaż trafia mi się niekiedy nawet niezłe, nie chodzi jednak tutaj o Valpolicellę. W peregrynacjach sieciowych, a nie ukrywam, że pod wpływem całego tego bałaganu, jaki nas coraz częściej dotyka, szukam kamienia filozoficznego, uniwersalnej odpowiedzi, która pozwoliłaby mi odejść w spokoju, bez obawy o los wnuków.

Coraz to trudniejsze, jako że zderzam się z nieszczęściem dotykającym całą współczesność, a mianowicie z niekontrolowaną ekspansją cywilizacji kciuka i niepohamowaną konsumpcją, z powodu której trawa staje się coraz mniej zielona, a smak wina bardziej taki chemiczny, przemysłowy, no bo w końcu zaspokoić trzeba już nie tysiące, a miliardy spragnionych. Do tego te miliardy, będąc produktem rewolty mas, skłaniają się ku kanapie i nie chce się im ambitnie szukać wyrafinowanych smaków, sięgając najbliżej i najtaniej i gdzieś mając, czy chemia jest to, czy też zabarwiona sokiem woda.

W takim to nastroju trafiłem na flaszkę Monte dei Ragni i zdziwiła mnie jej cena, bo 50 euro za flaszkę wydaje się być kwotą wygórowaną. Próbując zrozumieć, zatrzymałem się przy wspaniałym akcencie chłopa spod Werony, którego spokojnie wysłuchałem i który mnie do kamienia filozoficznego przybliżył. Mówią o nim, że filozof bardziej on, niż rolnik, wolę stosować tutaj etykietę „chłop”, gdyż nie tylko rolę on uprawia. Jak sam mówi, szkół kiedy trzeba było, nie skończył, bo w domu było ich kilkoro i na naukę pieniędzy nie starczyło, a dzięki temu uczył się ziemi, praktycznie dochodząc do niej powoli i bez pazernej chęci wydarcia z niej jak najwięcej. Teraz kończy jakieś szkoły i gospodarzy na 8 hektarach, z czego na 2 hektarach uprawia winorośl. Na pytanie dlaczego nie robi tego na całej powierzchni, odpowiada, że monokultura jest dla ziemi zabójstwem, a ziemię mamy tylko jedną i tak trzeba ją traktować, aby zadowoloną będąc miała ciągle nowe siły. Takie nowe siły odzyskuje przy wielu uprawach, przemieszanych ze sobą i jeśli jej się nie wykorzystuje do przemysłowej produkcji. Stąd i cena wina, bo wszystko ma swoją cenę i nie robi się wina po to, aby cały świat nim zalać i wieczność zadziwić.

Wcale nie prosty, lecz bardzo skromny człowiek, a o winach jego powoli zaczyna rozmawiać świat. On zaś wie, że po to, by ów świat przetrwał, trzeba zrezygnować z pazerności, odejść od przemysłu i zrozumieć każdy swoje w nim miejsce, bez niepotrzebnych ansów i ambicji bez sensu. W tym co mówi, jest świadomość, że trzeba po prostu pracować i robić to w zgodzie z otoczeniem, pracując zaś tworzyć i tylko z tego, co w najbliższym zasięgu, bez przemysłowego blichtru.

Trudno to lansować w tutejszym środowisku Grażyn i Januszów, przez wieki głodzonych, więc i teraz nieustannie głodnych w pogoni za gadżetami i za kasą, kasą, kasą, jeszcze raz kasą. Widać trzeba przejść określone szczeble rozwoju, aby ze słomy w butach wyrosły kwiaty wonne i zakiełkowało nasienie nadziei. Zapraszam więc tych, co mogą zrozumieć, do spokojnego wysłuchania, co Zeno Zignoli ma do powiedzenia. I to by było na tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *