Opublikowano Dodaj komentarz

Zwinny degustator, czyli ostatni dla mnie Dzwonek

Dostałem takie śliczne zaproszenie, w którym było: „obserwując,  jak świetnie radzi sobie Pan w świecie win, proponujemy Panu udział w konkursie dla blogerów winiarskich „Zwinny degustator” i takem się wzruszył, że oszołomionego musiała mnie małżonka cucić. Oczywiście dumą mnie to napełniło i sił dodało, ale zaraz potem przyszedł moment otrzeźwienia (wcale nie spowodowanego inspekcją PIHu), zdawać sobie bowiem zacząłem powolutku sprawę z tego, po jak cienkim lodzie stąpam i w jakie zimne wody wpaść  mogę. Dźwięczy mi w uszach dnia każdego taki dzwoneczek, co to być może ostatnim jest  i nie jest to skrzeczenie sójki, bynajmniej.  Nie jestem żadnym specem od wina, piję je sobie i oceniam po to, aby w jakieś ramy wtłoczyć bezsens swojego istnienia (szpion Zacharski na emeryturze zaczął pisać książki). Można mnie nazwać niespełnionym literatem, można mnie poszturchiwać uporczywie przypominając, że nie bardzo się do moich ocen nadaję, nie przejmuję się tym wcale i piszę moje głodne kawałki bardziej jak Filip w konopiach, a nie kiper za stołem. Struktura bloga, którą sobie sam wymyśliłem, zaczyna – przy tym –  uwierać, prawdopodobnie nie znalazłem jeszcze własnej niszy i chyba już jej nie znajdę. Dlatego też ryczałtem i globalnie za wszystkie zaproszenia dziękuję i życzę wszystkim jak najprzyjemniejszych doznań smakowych. Oby Wam się (ociężały koala nie będzie udawać zwinnego degustatora, zostawmy to rączym jeleniom).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *